Ekoterrorystyczne mity dotyczące branży futrzarskiej w Polsce – komentarz Artura Szczepka

W związku z dużym poruszeniem jakie wywołało oświadczenie Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK dotyczące projektu poselskiego ustawy o ochronie zwierząt oraz niektórych innych ustaw postanowiłem odnieść się do zarzutów, które to kierowane są pod adresem osób sprzeciwiających się  likwidacji branży futrzarskiej w Polsce. Ekolodzy spod znaku Fundacji Międzynarodowego Ruchu Na Rzecz Zwierząt Viva czy organizacji Basta Inicjatywa Na Rzecz Zwierząt stosują bardzo ciekawe zabiegi oraz wykorzystują ludzkie emocje do tego, aby realizować bliżej „niesprecyzowane” cele.

 

Branża futrzarska w Polsce ma swoje długie tradycje. Z pokolenia na pokolenie od ponad 100 lat hodujemy lisy, norki i jenoty. Nasz kraj jest drugim w Europie po Danii, a trzecim na świecie po Danii i Chinach producentem skór futerkowych. Eksportujemy prawie 100% skór (około 10 mln rocznie – źródło: kopenhagenfur.com) na rynek światowy ze względu na bardzo wysoką jakość naszego rodzimego produktu. Zatrudniamy około 10 000 osób, które są zatrudnione na fermach oraz kolejne blisko 40 000 tysięcy w przedsiębiorstwach kooperujących z biznesem futrzarskim (źródło: pzhzf.net.pl – biznes medyczny, hodowcy drobiu i bydła, transport, garbarnie, zakłady budowlane i stolarskie czy wytwórcy sprzętu dla hodowców). Miejsca pracy w tej jakże ważnej dla naszej gospodarki gałęzi mają jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, a mianowicie powstają na terenach o stosunkowo bardzo wysokim bezrobociu oraz niskim wskaźniku uprzemysłowienia. Niekiedy są jedynym źródłem dochodu dla okolicznych mieszkańców to często okolice, w których usytuowane były dawne PGR-y. Wartość eksportu skór zwierzęcych z Polski wyniosła w 2016 roku 2,4 mld zł, z czego aż 54% (1,3 mld zł) stanowią wyprawione i niewyprawione skóry zwierząt futerkowych (źródło: swaid.stat.gov.pl). Zwierzęta futerkowe żywią się produktami ubocznymi (poubojowymi) pochodzenia zwierzęcego, głównie odpadami od ryb, drobiu i trzody chlewnej. Jeżeli zakażemy chowu zwierząt futerkowych, powstanie monopol firm utylizacyjnych, które będą mogły windować ceny według własnego uznania. Istnieją solidne podstawy mówiące, że za wieloma fundacjami „prozwierzęcymi” stoi niemieckie lobby firmy utylizacyjnych, które chcą wejść na nasz rynek. Przy obecnych rozwiązaniach rynkowych, hodowcy odkupują od zakładów mięsnych odpady, co pozwala producentom wędlin na obniżenie cen towarów, który znajdziemy na półkach. Branża futerkowa radzi sobie doskonale bez jakichkolwiek dotacji i subwencji. Rolnicy prowadzący tego typu działalność są rentowni, co udowadniają chociażby przez to, że uczciwie odprowadzają należne podatki. Ponadto fermy zwierząt futerkowych są na ogół eksporterami, więc swoją działalnością poprawiają bilans płatniczy. Popyt globalny na futra nie zmieni się, bez względu na to, czy wprowadzimy zakaz chowu zwierząt futerkowych. W praktyce Polska zrobi prezent krajom ościennym, które chętnie zwiększą produkcję i wkroczą na rynek światowy ze swoimi produktami. Zniszczenie legalnych ferm zwierząt futerkowych może spowodować powstanie nielegalnych ferm futerkowych, które nie będą przestrzegać żadnych norm sanitarnych (taki sam mechanizm zadziałał w czasach prohibicji wprowadzonej  przez rząd USA). Futra naturalne cechuje szereg zalet nad swoimi sztucznymi odpowiednikami: są zdrowsze, bardziej naturalne dla człowieka, zapewniają lepszą ciepłochronność. A teraz przechodząc do meritum sprawy. Zarzuty z jakimi bardzo często można się spotkać czy to na Internecie czy to w dyskusjach z „ekologami”, a mianowicie:

Zwierzęta futerkowe stłoczone są na małej przestrzeni, co powoduje agresję, pogryzienia oraz akty kanibalizmu. 

Żaden hodowca nie pozwala sobie na łamanie sztuki hodowlanej, gdyż wszelkie uszkodzenia futra powodują spadek jego wartości. Jeżeli właściciel zwierząt pozwoli na to, by jego dobytek nawzajem się zagryzał, nie otrzymać nigdy wysokiej jakości futra. W konsekwencji przychody rolnika znacząco spadną. Sam mechanizm rynkowy powoduje, że takie sytuacje nie mają miejsca, a dobrostan zwierzęcy zmierza nieustannie ku lepszemu. Do tego istnieją rozporządzenia, krajowe i unijne, które mówią ile powinna wynosić powierzchnia klatki. Powiatowi lekarze weterynarii czuwają nad tym, by chów odbywał się zgodnie z prawem.  Polscy hodowcy, niezależnie od przepisów określanych ustawami, postanowili o wprowadzeniu na terenie Polski systemu certyfikacji ferm WelFur. Celem programu realizowanego przez niezależnych naukowców z siedmiu krajów UE zrzeszonych w FurEurope, jest podwyższenie dobrostanu hodowanych zwierząt. Kontroli podlegać będą: odpowiednie karmienie zwierząt (odpowiednia zawartość witamin, składników odżywczych, dostęp do wody), zapewnienie odpowiednich warunków bytowych (jakość klatek, obecność domków wykotowych, izolacji), stan zdrowia (metody leczenia chorych zwierząt, metody ich uśmiercania) oraz behawioryzm zwierząt (ruchliwość, zachowania społeczne zwierząt). Fermy oceniane będą w 100-punktowej skali. Już w 2020 roku w sprzedaży znajdować się będą wyłącznie skóry pochodzące z certyfikowanych hodowli. Wprowadzenie systemu WelFur przyczyni się do podniesienia dobrostanu zwierząt i wzrostu jakości oraz ceny skór.

Istnieje mnóstwo filmików pokazujących to, w jak okrutnych warunkach przetrzymywane są zwierzęta futerkowe.

Wiele z tych filmików było kręconych w fermach, które funkcjonowały nielegalnie bądź poza granicami polski. W sieci upowszechnia się również zdjęcia akademickie chorób zwierzęcych jako przykład tego, w jaki sposób przetrzymywane są zwierzęta futerkowe. Nie wspomina się jednak o tym, że organizacje ekologiczne, propagujące powyższe materiały, są dotowane przez niemieckie firmy utylizacyjne, które chcą wejść na polski rynek odpadów poubojowych.

Wiele krajów UE już zakazało hodowli zwierząt futerkowych.

Zlikwidowanie ferm futerkowych w kilku państwach zachodnich świadczy o lewicowym obłędzie, który opanował tamtejsze społeczeństwa. Nie jest to jednak dla nas wzór, gdyż narody na zachód od Odry, ze względu na szaloną politykę swoich włodarzy, żyją
w nieustannym strachu przed terroryzmem. Prawdziwa cywilizacja europejska zatriumfowała nie dlatego, że realizowała postulaty komunistów, lecz dlatego, że postawiła na wolność gospodarowania, wolny handel oraz własność prywatną. Postulat zlikwidowania ferm futerkowych może być uznany za zaprzeczenie wszystkich tych wartości.

Mieszkańcy wsi uskarżają się na nieprzyjemny odór z ferm futerkowych.

Musimy pamiętać, że naczelnym zadaniem wsi jest produkcja żywności, a nie tworzenie bazy noclegowej dla mieszkańców wielkich miast. Chów zwierząt, czy to świń, czy krów, czy drobiu, niesie ze sobą konieczność nawożenia pól obornikiem. Ten naturalny nawóz zawiera wszystkie składniki odżywcze potrzebne do rozwoju roślin oraz poprawia właściwości fizyczne gleby. Codziennie każdy z nas zjada świeże i smaczne warzywa m.in. dlatego, że zwierzęta swoją bytnością zapewniają ludzkości dobrze nawożone pola. Tak jest od tysięcy lat, odkąd człowiek porzucił wędrowniczy tryb życia. Możemy również krytykować samą koncepcję masowego chowu zwierząt, doprowadzając np. do likwidacji tej formy produkcji. Skutkiem tego rozwiązania będzie jednak kilkukrotne zwiększenie cen mięsa, co będzie mieć wpływ na wzrost ubóstwa. Mięso stanie się, podobnie jak kilkaset lat temu, produktem ekskluzywnym, a nie produktem codziennego użytku. W dyskusji dotyczącej zwierząt futerkowych zarzuca się również przenawożenie gleb przez farmy. Jest to jednak pewien przykład prowadzenia nieprawidłowej sztuki rolnej, a nie zasada. Przenawożenie może wystąpić w przypadku chowu każdego zwierzęcia, nie tylko futerkowego. Jak wynika
z zapewnień Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa od 2018 roku obowiązywać zacznie nowy Kodeks Budowlany, który dopuszczać będzie lokowanie ferm zwierząt futerkowych tylko tam, gdzie przewidywać będzie to miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Dodatkowo, w konsekwencji porozumienia zawartego między Ministerstwem Rolnictwa
i Rozwoju Wsi, Ministerstwem Środowiska oraz Ministerstwem Infrastruktury
i Budownictwa, fermy zwierząt futerkowych będą musiały zostać wyposażone w elementy zapobiegające ucieczkom zwierząt (podwójne i wyższe ogrodzenia, żywołapki) oraz większe klatki. Dodatkowo Ministerstwo Środowiska pracuje nad projektem tzw. Ustawy antyodorowej, która ma na celu zminimalizowanie uciążliwości zapachowych powodowanych przez hodowle zwierząt (także zwierząt futerkowych).

Raport VIVA

Praktycznie na każdej stronie tego pseudodokumentu dostrzec można zmanipulowane informacje pokazujące zakłamany obraz funkcjonowania polskich ferm. Za przykład niech posłuży nam informacja, która wyszła na jaw  podczas jednego z ostatnich posiedzeń Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Jeden z profesorów dużej warszawskiej uczelni zapowiedział, że wytoczy proces wolontariuszom Fundacji Viva!, którzy przygotowali raport. Chodzi o niezgodne z prawem wykorzystanie zdjęć jego autorstwa
– materiały naukowe dla uczniów ukazujące choroby i schorzenia zwierząt. Twórcy „raportu” postanowili, że przedstawią te fotografie jako faktyczny stan tego, co dzieje się na polskich fermach

Jeżeli zlikwidujemy branżę futrzarską w Polsce to zwierzęta futerkowe nie będą ginąć.

Ostatni zarzut jest najbardziej absurdalny ze wszystkich. Z prostej przyczyny. Jeżeli występuje popyt to będzie też podaż. To znaczy, że dopóki będą ludzie, którzy chętnie kupią wyroby ze skóry to cały proceder hodowlany się nie skończy (Rosjanie, Chińczycy czy Ukraińcy tylko czekają na taką okazję), a hodowla zostanie przeniesiona do innego kraju, Polacy przestaną zarabiać na branży, w której są bezapelacyjnym czempionem.

Podsumowując mój wywód mogę tylko zaapelować o zdrowy rozsadek u obywateli naszego umiłowanego kraju. Nie dajmy się zwariować, bo przecież „ekoterroryści” nie skończą na tej jednej branży. Drobiarstwo czy hodowcy trzody chlewnej oraz bydła są następni w kolejce.

Źródło:

kopenhagenfur.com,

pzhzf.net.pl,

swaid.stat.gov.pl,

Instytutu Gospodarki Rolnej – Wpływ Ekonomiczny Branży Hodowli Zwierząt Futerkowych Na Gospodarkę Polski