Mec. Janas: Badania przed decyzją o pomyślności zabiegu wycięcia Polskości?

Komentowanie, jak już opadnie pierwszy proch po uderzeniu ma tę zaletę, że można zauważyć to, co niewidoczne dla oka podczas starcia. Rację ma Janusz Korwin-Mikke w przedmiocie tego, co od dwóch dni bulwersuje polską opinię publiczną. Chodzi o reakcję państwa położonego w Palestynie na nowelizację ustawy o IPN.

Powiedzmy sobie szczerze. Z punktu widzenia logiki nowelizacja ustawy o IPN, która spowodowała lawinę zdarzeń to istny kretynizm demokracji. Tłumaczy to szeroko na swoim profilu na fb wskazywany wyżej publicysta. Warto zauważyć, że na gruncie art. 113 kodeksu karnego, który wprawdzie pozwala karać jedynie za znieważenie, a nie zniesławienie Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej, precedensowo swego czasu uznano za znieważające umieszczenie na plakatach (nie mającej poparcia naukowego) dokumentacji sugerującej, że przedstawiciele Narodu Polskiego dopuszczali się zbrodni przeciwko innym narodowościom. Jednakże szersze, poza oczywistym przekłamaniem, penalizowanie zachowań zniesławiających, na dodatek, jak to miało miejsce w niemieckiej prasie lub obecnie na terenie „państwa położonego w Palestynie”, ze względu na ograniczoną jurysdykcję sądów Polskich, wydaje się absurdalne.

Dlaczego więc nastąpiło? Oczywiście z powodu wskazanego wcześniej – idiotyzmu demokracji. W dążeniu do utrzymania mandatu Partia rządząca monopolizuje poszczególne sfery nastrojów elektoratu. Środowiskom narodowym geniusz taktyczny naczelnika państwa wydarł monopol na patriotyzm. Jednym słowem dzieło Marszu Niepodległości, jako efekt silnie odradzającej się w Narodzie postawy patriotycznej, zostało zgarnięte w pokerowej puli podczas jednego rozdania. Nowelizacja ustawy o IPN jest zaś wyrazem niestrawności, gdy skonsumowane zostają niemogące ze sobą koegzystować produkty. W wielkim baniaku obecnie nam umiłowanych przywódców znajdziemy wszystko: patriotyzm ale i uległy europejski, ba! globalny internacjonalizm, gadaninę o wolności gospodarczej ale w rzeczywistości postępujący socjalizm przeobrażający się w kolejne stadium stosownie do teorii Marksa, moralność katolicką ale okraszona gęsto świętym spokojem relatywizmu. I w sytuacji gdy znowu dzięki udanej, prywatnej akcji sprzeciwu przeciw „polskim obozom” sympatia Narodu się wymyka, trzeba ją przywrócić ustawą, samą w sobie tak sensowną jak ta, która wg. pana Szumlewicza miałaby likwidować ubóstwo.

Pana Janusza Korwin-Mikkego dziwi zaś reakcja środowisk oraz władz „państwa położonego w Palestynie”. Rzeczywiście wydaje się co najmniej tak (bez)sensowna jak uchwalanie ustawy, tym bardziej, że pokazuje przeciwnikowi karty podczas cały czas trwającej partyjki pokera o odpowiedzialność za „całopalenie”. Niezrozumiałość takiego posunięcia uzasadnia fakt, że jeżeli ktokolwiek jeszcze wątpił w głoszone przez wielu prawicowych publicystów teorie polityki prowadzonej pod hasłem „antypolonizm”, teraz uzyskał potwierdzenie. Czyżby to był zatem wypadek przy pracy? Pracy, która przy wielkim zaangażowaniu środków wykonywana jest od prawie 30 lat (albo i dłużej)?

Nieprawdopodobne. Przypomina mi się scena z „Potopu” Henryka Sienkiewicza obrazująca bitwę pod Prostkami, gdy Babinicz ze swoimi Tatary następował pierwszy. Celem owego „zwiadu” było wybadać przeprawę, czy nadaje się do przeprawienia cięższych chorągwi, oraz sprawdzić jaka będzie odpowiedź nieprzyjaciela. Może i w tej sytuacji jest podobnie patrząc na narodowe poruszenie ostatnich dni. W końcu jak inaczej przekonać się, czy plany do których przygotowywano się przez tyle lat, mogą okazać się skuteczne? Ale to nie wszystko. Podobnie jak i w przypadku przytoczonego obrazu z Trylogii, idąc tokiem myślenia hetmana polnego litewskiego Wincentego Gosiewskiego: „jeno żeby miał głowę na karku, mógłby bitwę wygrać, nie zginąć!”, niezrozumiały manewr Babinicza doprowadził do zwycięstwa, tak i teraz może poruszenie Narodu Polskiego, czasowo związane z otrąbionym powszechnie „odradzaniem się nazizmu w Polsce”, będące następstwem prowokacji ostatnich dwóch dni, jest jedyną rzeczą potrzebną aby sprawiedliwość „antypolska” zatriumfowała?

Mec. Jacek Janas