Szczepek: Endecki rachunek sumienia

W dniu wczorajszym tj. 2 stycznia obchodziliśmy 79 rocznicę śmierci Romana Dmowskiego, jednego z architektów polskiej niepodległości, ideologa obozu narodowego, wielkiego męża stanu jakim bezapelacyjnie był. Ojciec ruchu narodowego do dnia dzisiejszego powinien być dla wszystkich Polaków, a w szczególności dla kolejnego pokolenia narodowców, wzorem do naśladowania. Upór w działaniu, realizm, świetne przygotowanie merytoryczne, pragmatyczne podejście oraz miłość do narodu to cechy, które wyróżniały Dmowskiego na tle jego politycznych adwersarzy. Niechaj każdy z nas, choć na chwilę pogrąży się w zadumie i podda się chwili refleksji.

Niestety, dzisiejszy obóz narodowy to margines, z którego bardzo ciężko bez zrewidowania postępowania, będzie się wyrwać. Dziedzictwo Narodowej Demokracji zasługuje na swoistego typu „renesans”, aby do tego doszło to spadkobiercy idei narodowej potrzebują pójść po „olej do głowy”. Dawniej endecja skupiała polską elitę. Pierwsze skrzypce grali prawnicy, lekarze, ekonomiści, intelektualiści, przedstawiciele kultury oraz szeroko rozumiana klasa średnia. Ruch liczył w szczytowym okresie od 200 do 300 tysięcy członków. Wiele stowarzyszeń oraz organizacji kupieckich współpracowało z endecją. Oprócz Romana Dmowskiego możemy wyróżnić Władysława Grabskiego, Romana Rybarskiego, Bohdana Wasiutyńskiego, Jerzego Zdziechowskiego, Adama Heydla, Tadeusza Bieleckiego czy Zygmunta Berezowskiego.

Podczas wielu dyskusji, które to prowadzimy wewnątrz środowiska na temat mizernego poparcia społecznego dla narodowców nasuwa nam się kilka przyczyn, które to rzutują na wyniki, a raczej ich brak. Po pierwsze upadek szeroko pojętej myśli politycznej w Polsce. Ten proces trwa już bardzo długo, a jego początków musimy szukać w 1939 r., kiedy to III Rzesza wydała wojnę II Rzeczypospolitej. Terror hitlerowski, a potem stalinowski zapoczątkował proces na niespotykaną dotąd skalę eksterminacji polskich elit. W ogniu walk, w obozach czy łapankach kwiat polskiej inteligencji po prostu konał w męczarniach. Kolejny problem stanowi nieumiejętność kreowania polityki przez „samozwańczych” liderów ruchu narodowego. Z całym szacunkiem, ale osoby, które posiadają nikłe doświadczenie zawodowe, niskie kompetencje oraz brak wykształcenia biorą się za rządzenie i sterowanie organizacjami, a za czasów Dmowskiego zajmowałyby się co najwyżej roznoszeniem ulotek i klejeniem plakatów. Wierchuszka każdej kolejnej odsłony partii narodowej skupia się nie na budowaniu zaplecza, a na „wycince” ludzi i walce o to, żeby nie wyrosła wewnątrz żadna konkurencja, bo najważniejsze są listy wyborcze, które prowadzą do apanaży. Przerost ambicji wygrywa z zdrowym rozsądkiem oraz ideą Wielkiej Polski. Syndrom – miernych, biernych, ale wiernych ludzi jest nadto zauważalny. Brak zaplecza merytorycznego ( nikt nie chce korzystać z rad ekspertów) prowadzi do tego, że słuchając co niektórych wystąpień można narazić się na ostry ból głowy, wywołany straszliwą dawką demagogii i populizmu.

W moim mniemaniu narodowcy powinni zejść z „ulicy”, bo ileż to można pikietować, maszerować i krzyczeć pod urzędami? Przez zradykalizowane hasła i takie postępowanie przeciętny Kowalski ma obawy przed zaufaniem takim osobom. Znamienita większość Polaków uważa środowisko narodowe za grupę oszołomów. Dostrzec można spustoszenie jakie wywołało zauroczenie stylem „kibolskim” w działalności na co dzień. Jedna organizacja rywalizuje z drugą o miano tej bardziej radykalnej co wzbudza co najwyżej politowanie. Pora odrzucić jako wzór ruchy narodowo-radykalne i w końcu nawiązać do spuścizny elity profesorskiej ruchu narodowego. Bez tego, czasy świetności dla narodowców nigdy nie wrócą. Tak jak i przed wojną, tak teraz musimy odejść od socjalizmu i powrócić do myśli gospodarczej profesora Romana Rybarskiego, która to stała w kontrze do sanacyjnych socjalistycznych rozwiązań.

Musimy się wyróżniać od partii rządzącej. Osoby, które ciągną w stronę bardziej radykalnego PiS-u tak naprawdę same wyrzucają reprezentację narodową w niebyt, bo kto mając to samo zagłosuje na partię z 0,5% poparciem mając do wyboru z 40%? Tylko fanatyczni wyznawcy.

Musimy znowu przekonać klasę średnią i promować rozwiązania rynkowe. Musimy dać ludziom poczucie bezpieczeństwa, możliwości oraz perspektywę rozwoju, a nie traktować ich jak małe dzieci, za które trzeba podejmować większość decyzji.

Na koniec chciałbym tylko powiedzieć, że całe nasze środowisko potrzebuje reorganizacji i dostosowania się do obecnych standardów. Bez tego dalej będziemy nic nie znacząca „kanapą”. Pamiętajmy o pragmatyzmie Romana Dmowskiego!

Artur Szczepek