mec. Janas: Czy drobny biznes w Brzozowie ma szansę powtórnie zaistnieć?

Na to pytanie powinni sobie odpowiedzieć sami mikro i mali przedsiębiorcy. Sięgając pamięcią
piętnaście – dwadzieścia lat wstecz pamiętam Brzozów jako jeden wielki ośrodek handlu i
świadczenia usług. „Na mieście” brakowało lokali do wynajęcia bowiem każdy, kto tylko mógł, chciał
być na swoim. Ówczesna koniunktura gospodarcza i częściowo polityczna pozwalała na to, że
„stabilna” umowa o pracę przegrywała w zestawieniu z chęcią posiadania własnego biznesu. Czyj
biznes nie wymagał stałej siedziby, ten sprzedawał swoje usługi lub produkty na kilku bazarach
istniejących w obrębie miasta. Drobny, rodzinny biznes dominował. Co chyba najważniejsze, sklepy
były pełne konsumentów. Z tych małych firm wiele rozwinęło się w większe przedsiębiorstwa
dysponujące sporym kapitałem i zatrudniające wielu pracowników. Te czasy jednak minęły.
Obecny obraz Brzozowa to, obok kilku większych prężnie rozwijających się zakładów, widok pustych
witryn, lokali z ogłoszeniem „do wynajęcia” i kilku rodzinnych firm, istniejących niemal od początku
przemian ustrojowych, a stawiających chyba beznadziejny opór obecnie niesprzyjającym warunkom
biznesowym. Dzieje się tak pomimo „propagandy sukcesu” gospodarczego głoszonej wszem i wobec
w mediach publicznych.
Mały biznes zawsze był mi drogi pomimo, że nie jestem przeciwnikiem dużego biznesu, jeżeli jest on
prowadzony w ramach wolnego rynku. Mały biznes ma to do siebie, że jest w pełni transparentny,
oparty na zaufaniu, poddany działaniu wolnej konkurencji, cechujący się różnorodną, a nie masową
ofertą i przedkładający indywidualne podejście do klienta, nad to co oferują nam wielkie sieci
handlowe czyli „politykę” wobec ogółu klientów. Są to poważne atuty, których nie mają „wielcy
gracze”, pozwalające w normalnych warunkach wygrać bitwę o klienta, ale czy aby na pewno
wykorzystane, skoro kondycja drobnej przedsiębiorczości jest nie do pozazdroszczenia?
Oczywiście największym wrogiem drobnej przedsiębiorczości jest państwo, coraz bardziej
socjalistyczne, a co za tym idzie i nieprzychylne dla małych przedsiębiorstw, w szczególności poprzez
rugowanie wolnego rynku z przestrzeni gospodarczej i faworyzowanie dużych, najlepiej państwowych
czyli swoich, przedsiębiorstw. W rzeczywistości sektor MŚP nierówno konkuruje z państwem i
sektorem faworyzowanym przez państwo. Koszty na rzecz państwa pobierane od sektora MŚP
sukcesywnie się zwiększają, czego przykładem są koszty ZUS skutecznie odstraszające podjęcie
indywidualnej działalności gospodarczej. Wbrew pozorom założenie spółki z o.o., która jest
konkurencyjna pod względem danin publicznych wobec obciążeń indywidualnych przedsiębiorców
również nie jest popularne, gdyż w takim przypadku wzrastają inne koszty związane z
funkcjonowaniem podmiotu. Właśnie tutaj widać jak w oczywisty sposób została zachwiana zasada
wolnej konkurencji na rynku na rzecz dużych podmiotów, w których przypadku uzyskanie dochodu
nie polega na prostej zasadzie różnicy pomiędzy wypracowanym przychodem, a koniecznymi
kosztami, ale na wybraniu odpowiedniej formy opodatkowania czy korzystania z różnego rodzaju
form pomocowych etatystycznego rządu. Ale zdecydowanie najgorszym z problemów prowadzenia
biznesu w Polsce jest absolutna nieprzewidywalność poczynań władzy. Jeden głupi przepis dotyczący
podręczników w szkołach (również faworyzujący duże wydawnictwa) zniszczył rynek księgarni w
Polsce. Obecnie podobną ale i beznadziejną walkę toczą z rządem przedsiębiorcy branży tzw.
„futerkowej”.
Jednak czy wobec tak, nazwijmy to wprost, tragicznego położenia drobnej przedsiębiorczości w
Polsce ów sektor jest w stanie podnieść się ze stanu przymusowej wegetacji? Moim zdaniem lata

dziewięćdziesiąte, lata „prosperity” związanej z reakcją na upadek niewydolnego systemu
komunistycznego, były czasem gdy przy stosunkowo niewielkim wysiłku w ramach biznesu zarabiało
się duże pieniądze. Ogromne zapotrzebowanie rynku w połączeniu z brakiem dużego kapitału i
stosunkowo niewielkim mechanizmem ingerencji państwa w gospodarkę spowodowały, że uśpione
zostały naturalne cechy każdego przedsiębiorcy – kreatywnego reagowania na zmiany
koniunkturalne, elastyczności w podejściu do swojego własnego biznesu. Stąd dzisiaj taki statyczny
obraz drobnej przedsiębiorczości, wspominającej z rozrzewnieniem dawne czasy, bez chęci
wykorzystania tego o czym pisałem wyżej – atutów jakie tylko ta grupa posiada.
Gospodarka to ludzkie interakcje, to wyjście naprzeciw zapotrzebowaniu innych ludzi. Tego przede
wszystkim brakuje brzozowskiemu, drobnemu biznesowi. W swej „zaściankowości” mali
przedsiębiorcy nie chcą zrozumieć, że dwa czynniki: dobry marketing i dobra organizacja w
dzisiejszych realiach, to inwestycja, która się zwróci. Bo mały biznes jest konkurencyjny. Niskie ceny
„na wszystko” w wielkich sieciach to tylko iluzja. Jeżeli Czytelnik nie wierzy to zachęcam do
odwiedzenia sklepów brzozowskich przedsiębiorców. Ale kto o tym wie? Podobnie jak o tym, że u
lokalnego sprzedawcy czy usługodawcy można wybrać produkt nie tylko najlepszej jakości ale w
najszerszej możliwej ofercie, która zadowoli nawet najbardziej wybrednego klienta.
Stąd koniecznym dla brzozowskiego, drobnego biznesu jest porzucenie strategii samotnej walki o
klienta. Brzozowscy przedsiębiorcy powinni się zorganizować po to by dbać o swoje interesy jako
solidna, rozumiejąca się grupa. W ten sposób wiele przeszkód, które z punktu widzenia pojedynczego
przedsiębiorstwa są nie do pokonania, szczególnie w kwestii w dzisiejszych czasach dość kosztownej
– sprawnego marketingu, zostaje pokonanych. Jako grupa łatwiej można promować swoje produkty i
usługi za pośrednictwem mediów, które dzisiaj królują w walce o klienta – w Internecie. Ale Internet
to nie tylko walka o produkt, to walka o coś znacznie ważniejszego, o te atuty, które powodują, że
drobny biznes jest konkurencyjny w stosunku do większych podmiotów. Trzeba zrozumieć, że czasy
gazet skrzynkowych, reklam na stronach internetowych czy niskiej jakości wydawnictw to przeszłość.
Ale to nie jedyne korzyści płynące z faktu zorganizowania się. Drobny biznes powinien brać przykład z
dużych podmiotów i powielać sprawdzone rozwiązania, stosując proste rozumowanie: skoro więksi
tak robią, to widocznie przynosi to rezultaty. Jestem głęboko przekonany, że potencjał drzemiący w
drobnym biznesie pozwala osiągnąć lepsze wyniki, niż w przypadku skrępowanych ograniczeniami
„potykania się o własne nogi” większych podmiotów. Pierwszą rzeczą jaka przychodzi na myśl jest
oczywiście nowoczesny networking, poszerzanie bazy klientów nie tylko przez program lojalnościowy
wobec członków swojej organizacji ale przez świetnie działający system rekomendacyjny. Cóż stoi na
przeszkodzie aby „twój potencjalny klient, był również moim klientem”? Potrzebna jest tylko
odrobina wysiłku i przełamanie pewnych biznesowych konwenansów. W tym wypadku świetnym
rozwiązaniem jest idea walut lokalnych tak skutecznie rozwijana w ramach Zielonego.
Wreszcie zorganizowanie pozwala częściowo przełamać kajdany krępujące drobny biznes od strony
państwa. Może nie od razu zmienić centralny, opresyjny system ale ułatwić prowadzenie biznesu na
miejscu. Silna organizacja może wchodzić w interakcję z organami państwa czy samorządu na
poziomie lokalnym. Z doświadczenia każdy wie, że bardzo często władza nie zdaje sobie sprawy z
problemów, z jakimi boryka się drobny biznes. Sprawnie działająca i mówiąca jednym głosem
organizacja z pewnością potrafi wyjść temu naprzeciw. Na drodze dialogu może działać na rzecz
zlikwidowania wielu barier krępujących swobodne prowadzenie działalności gospodarczej, zarówno

w odniesieniu do interesów pojedynczych przedsiębiorców, jak i interesów całej grupy. Trzeba
przekonywać szczególnie organy samorządu terytorialnego, że proponowane działania, nawet jeżeli z
punktu widzenia nakładu pracy lub środków, stanowią inwestycję, która w przyszłości zwróci się z
nawiązką.
Na koniec warto zwrócić uwagę na coś, co wielu drobnych przedsiębiorców omija szerokim łukiem
albo traktuje z obawą. Chodzi o współprace z organizacjami pozarządowymi. Taka współpraca zawsze
się zwróci. Każda organizacja, której pomożemy z pewnością odwdzięczy się nam nie tylko reklamą i
poleceniem, ale zbuduje bardzo przyjazne wrażenie w naszym lokalnym społeczeństwie. Warto też
wyjść naprzeciw organizacjom promującym przedsiębiorczość i dbającym o interesy przedsiębiorców.
Taką organizacją z pewnością jest Stowarzyszenie Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK, które
promuje ideę wolnej przedsiębiorczości, a szczególnie dzięki akcji „Swój do Swego po Swoje”, będącej
znanym na całą Polskę znakiem rozpoznawczym kampanii na rzecz patriotyzmu konsumenckiego,
zwraca na forum publicznym uwagę na atuty lokalnego, polskiego biznesu. W Brzozowie partnerem
SWOJAKA jest Stowarzyszenie Brzozowski Ruch Konserwatywny.
Z pewnością można bronić tezy, że przytoczony przykład problemów drobnego biznesu w Brzozowie,
odnosi się również do każdego podobnego miejsca w Polsce. Myślę, że czas wreszcie odpowiedzieć
sobie na pytanie czy drobny biznes chce jeszcze zaistnieć…?