red. Adam Maksymowicz: Gdzie dwóch się bije …

Codziennie w światowych mediach pojawiają się setki komentarzy, analiz i ocen dotyczących wydarzeń związanych z wojną handlową pomiędzy USA i Chinami. Jedni twierdzą, że Stany Zjednoczone wygrają tę wojnę, inni też są tego zdania z zastrzeżeniem, że korzyści z niej odniosą jednak Chiny. Generalnie, media azjatyckie wskazują na zwycięstwo Chin, a europejskie i amerykańskie na USA. Istna powódź przekonywujących z obu stron argumentów nie ułatwia wyrobienia sobie własnego zdania o przyszłym zwycięzcy w tej wojnie. Zwraca jednak uwagę jej zaciętość i prowadzenie sporu na zasadzie „tit for tat’, czyli po polsku „wet, za wet”. Po żadnej ze stron nie budzi to entuzjazmu. Oryginalny pogląd w tej sprawie wyraża, mający siedzibę w czeskiej Pradze, międzynarodowy syndykat prasowy „Project Syndicate”. Oto, Daniel Gros – dyrektor brukselskiego Centrum Studiów nad Polityką Europejską – w tekście „Kto wygra w wojnie handlowej Trampa?” (Who Wins in Trump’s Trade War? – 9.10.2018) pisze, że Europa i inne kraje świata pragną, aby wojna ta trwała jak najdłużej. Jest ona szczególnie korzystna dla Unii Europejskiej, która na opuszczone przez USA miejsce wchodzi ze swoimi towarami na ogromny rynek chiński i odwrotnie na opuszczony przez Chiny rynek amerykański. Konkluzja tych rozważań jest taka, że „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”.

MFW obniża prognozy światowego PKB
Przestrogi obniżenia światowego PKB w wyniku tej wojny są ironicznie komentowane jako statystyczna manipulacja Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) będącego pod kontrolą finansową USA. Jim Rickards ekonomiczny doradca prezydenta USA pisze, że klasa średnia jest likwidowana w tym kraju. Przy tej okazji ujawnia manipulacje dotyczące średniej wartości dochodów i zarobków. Podaje on prosty przykład. „Do baru, w którym siedzi 20 facetów mających w kieszeni po 100 USD wchodzi Bill Gates, którego majątek jest wart ponad 21 miliardów dolarów. Przeciętnie wszyscy w tym barze stają się miliarderami. Jest to przypadek, w którym statystyk z Harvardu powiedziałby, że przeciętnie każdy jest miliarderem. Jest to prawdziwe stwierdzenie, ale zupełnie bez znaczenia. Tymczasem masz jednego multimiliardera i 20 zwykłych ludzi.” (Jim Rickards – The Hard Truth About America’s Middle Class – Daily Recokning, 8.10.2018). Wszelkie więc średnie autor ten proponuje przyjmować z „przymrużeniem oka”. Inne komentarze wskazują, że być może ta średnia rzeczywiście ulegnie obniżeniu. Będzie to jednak spadek światowego PKB na ogół bardzo korzystny dla reszty świata. Na spadek ten zapracują przede wszystkim dwa wojujące mocarstwa, a reszta świata zyska na PKB i wszystkich innych dochodach z tego wynikających. Jednak ich wpływ na „średnią światową” nie będzie decydujący. Tak widzi te sprawy wiele mediów na świecie zachęcając obie strony do dalszej walki. Bijcie się bijcie, a my z tego będziemy korzystać. Oczywiście czyni się to dyskretnie, aby nikogo nie obrazić i nie wywoływać dodatkowych sporów z wielkimi wojującymi stronami. Obłudnie wszyscy martwią się wynikami tej wojny, a w rzeczywistości cieszą się z płynących z niej zysków.

Brazylijska soja
Kraj ten w wyniku tej wojny przeżywa boom związany z zwiększonym importem soi do Chin. Dominujący dotąd na tym rynku amerykańscy rolnicy musieli się pożegnać z chińskim importem, ponieważ USA wypowiedziały Chinom wojnę handlową. Brazylijscy rolnicy szybko dostrzegli tę szansę i zamieniają dotychczasowe uprawy, takie jak trzcina cukrowa na soję. Eksport brazylijskiej soi do Chin wzrósł do prawie 36 milionów ton w pierwszej połowie 2018 r., O 6 % w porównaniu z rokiem ubiegłym, według agencji Reuters. Tylko w lipcu wzrosły one o 46 % w porównaniu z tym samym miesiącem rok wcześniej. W ciągu ostatnich dwóch lat powierzchnia ziemi pod uprawę soi dosłownie eksplodowała o 5 milionów akrów (akr – 0,4 ha). Brazylijscy rolnicy nie są jedynymi, którzy na tym zyskali. Argentyńscy, rosyjscy i ukraińscy hodowcy pszenicy, którzy są w stanie zaoferować tańsze ceny, wkraczają, by wypełnić pustkę i sprzedają pszenicę meksykańskim młynarzom, aby mogli ją wykorzystać we wszystkim, od chleba po tortille. Rosja wyprzedziła Stany Zjednoczone jako wiodący światowy eksporter pszenicy w 2016 roku i od tego czasu jedynie dystansuje się od konkurencji. Tymczasem eksport pszenicy z USA na całym świecie spadł o 21 procent w pierwszej połowie 2018 roku (Trevor Kincaid – Commentary: What trade war? Brazil farmers see opportunity – A Channel News Asia, 30.08.2018).

Kanadyjska ropa
Chiny sprowadzały dotąd z USA ok. 15% swojego zapotrzebowania na ropę naftową. W sierpniu 2018 zaprzestały jednak importu z USA zmieniając swojego dostawcę na kanadyjskiego partnera. Jeszcze w lipcu tego roku Chińczycy otrzymali ok.12 mln baryłek ropy naftowej z USA. (Sheela Tobben – China slams brakes on U.S. crude oil imports – Bloomberg, 8.10.2018). Kanadyjska ciężka ropa cieszy się dużym powodzeniem wśród chińskich inwestorów. Ma ona niezwykłe zalety. Po pierwsze jest o blisko połowę tańsza od ropy z USA. Dzieje się tak dlatego, ze względu na swoje właściwości nie może być przesyłana rurociągami na dalekie odległości. Chiny kupiły 1,58 miliona baryłek ciężkiej kanadyjskiej ropy do załadunku we wrześniu, o prawie 50 procent więcej w porównaniu do 1,05 miliona baryłek przywiezionych z Kanady w kwietniu. Zaletą tej ropy jest otrzymywanie z niej wszystkich ciężkich składników takich, jak bituminy i smoły potrzebne do budowy dróg i pokrywania dachów. Prognozy przewidują przynajmniej utrzymanie tej skali zapotrzebowania przez Chiny (Tsvetana Paraskova- China Replaces Venezuelan Oil With Canadian Imports. OilPrice com. 11.10.2018).

Rosja zamiast USA
Rosyjscy politycy bardzo powściągliwie wyrażają się o amerykańsko- chińskiej wojnie handlowej. Przy wszystkich swoich sympatiach związanych z politycznym i ekonomicznym poparciem dla swojego chińskiego sojusznika, Rosja stara się pokazać, że konflikt ten ich nie dotyczy. Jest to asymetryczna sytuacja do restrykcji, jakim Rosja została poddana po aneksji Krymu w 2014 r. Chiny nie przystąpiły do nich, ale też dawały Rosji jasno do zrozumienia, że pierwszeństwo ma chińsko – amerykański biznes. Na wypadek wojny rosyjsko – amerykańskiej w tamtym czasie Chiny sugerowały, że zachowają neutralność. Dziś Rosja mniej więcej w podobnym tonie reaguje na chińską wojnę handlową z USA. Symbolem tej sytuacji jest wizyta architekta wojny handlowej z Chinami Jona Boltona – doradcy ds. Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu, który w ten sposób zapowiedział swoją wizytę: „Mam podróż do Moskwy i krajów Kaukazu za około 10 dni, dlatego kontynuuję rozmowę, którą prezydent Trump i prezydent Putin mieli w Helsinkach w lecie, aby porozmawiać o rosyjskich stosunkach i tam, gdzie możemy robić postępy, gdzie nadal mamy problemy i nieporozumienia „- powiedział Bolton w wywiadzie dla amerykańskiej sieci Salem Radio Network, opublikowanej w piątek (12.10) na stronie internetowej gospodarza Hugh Hewitta (Sputnik Internatinal – US National Security Adviser Revelas Agenda of Upcoming Moscow Trip – Sputnik International 13.10.2018). Rosyjski „Sputnik” jest bardziej otwarty na korzystną dla Rosji współpracę z Chinami. Proponuje on Chinom zastąpienie USA przez Rosję, jako importera do Chin. Rosyjsko – chińskie porozumienie przewiduje współprace technologiczną o wartości ok. 100 mld USD. Z tego wdrożono już 7 projektów o wartości 4,6 mld USD. Rosja dotąd mogła tylko pomarzyć o takiej skali współpracy. Bolton będzie miał w Moskwie trudne zadanie, aby relacje te odwrócić.

Polska w wojnie handlowej
Oficjalnie nie bierzemy w niej udziału. Jesteśmy neutralni. Jednak jako militarny i gospodarczy sojusznik USA, pod każdym względem stoimy po stronie Stanów Zjednoczonych. Z tego powodu chińscy przywódcy odwiedzający ostatnio kraje UE, omijają Polskę. Liczne publikacje w polskich mediach o toczącym się sporze handlowym USA – Chiny ukazują się w krytycznej konwencji w stosunku do Chin. To mówi samo za siebie, że polska neutralność jest pozorowana. Nasz najbliższy sojusznik USA jest daleko za Oceanem Atlantyckim, a rosyjski przeciwnik bardzo blisko. Tym bardziej, że kraje UE pomimo nacisków Polski i USA nie rezygnują z gazociągu Nord Streem – 2. To jakby odwrócenie zasady polityki, że przyjaciół trzeba szukać blisko, a wrogów daleko. Ta przysłowiowa mądrość, niech będzie przestrogą dla kontynuowania polityki pozorów i egzotycznych sojuszów, bo możemy być, tak jak w 1939 roku w krytycznej dla nas sytuacji pozostawieni samemu sobie, a do tego dopuścić nie wolno. Od strony handlowej opinie są podzielone. Polska może zyskać na eksporcie do Chin żywności, ale też stracić na cenach miedzi.

Adam Maksymowicz