red. Adam Maksymowicz: Amerykański gaz i rosyjski węgiel

Polska polityka energetyczna nieustannie eksponuje zachwyt nad podejmowanymi działaniami zapewniającymi dywersyfikację dostaw gazu ziemnego. Czy dywersyfikacja ta jest potrzebna? Tak, bo uzależnienie od jedynego dostawcy jest zawsze ryzykowne. I nie chodzi tu tylko o Rosję. Jak wiadomo monopol na dostawy ma w zwyczaju narzucać korzystne dla siebie ceny, dostawy i ich terminy nie licząc się na ogół z interesami ich odbiorców. W sprawie gazu alternatywą jest wtedy zamykanie kurka w najmniej korzystnych sytuacjach dla jego odbiorców. Dla Polski sytuacja ta była zawsze niewygodna i dążenie do zminimalizowania jej skutków jest warte dodatkowych kosztów związanych z zapewnieniem sobie bezpiecznych dostaw. W tej materii ważną inwestycją jest gazoport w Świnoujściu. Od strony politycznej jest to tak ważna inwestycja, że o wszelkich realiach z nią związanych po prostu się zapomina, albo wręcz nie chce się ich uwzględniać w naszym rachunku zysków z tej inwestycji. Niewątpliwy sukces politykom odbiera poczucie realizmu, a to jak wiadomo prowadzi do gorzkich rozczarowań.

Medialny i polityczny sukces
Niech przykładem podobnej polityki będzie związany z tym tekst opublikowany na stronach portalu wnp. „Gazoport w Świnoujściu bije rekordy. Są pomysły na rozwój” (07.09.2018). Trudno doprawdy zrozumieć zachwyt dotyczący tej umowy zarówno ze strony PGNiG, jak i relacjonujących ją mediów. Umowa ma wyeliminować rosyjski gaz z naszego rynku. Na przykład taki tytuł „Za pięć lat bez gazu z Rosji” (Gość Niedzielny 22.06.2017), taki efekt w gazecie tej zapowiada pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Czy jest to możliwe? Deklaratywnie jest to stwierdzenie niemożliwe do podważenia. Liczbowo i rachunkowo wygląda to jednak całkiem inaczej. Tu wystarczy powołać się na znanego ekonomistę II RP Romana Rybarskiego, który twierdził, że polityka gospodarcza bez rachunku jest zawsze błędna (Jan Waskan –Idea państwa narodowego w myśli politycznej Romana Rybarskiego do 1939 roku. Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Bydgoszcz, 2018).

Prosty rachunek
„Polska zużywa rocznie ponad 15 mld m³. gazu; jedną trzecią zapotrzebowania zaspokaja wydobycie krajowe, a dwie trzecie importujemy, z czego większość z Rosji”. (Polska importuje gaz głównie z Rosji – Bankier.pl 25.11.2015): Czyli z Rosji otrzymujemy ok. 10 mld m³ gazu rocznie. Import z USA ma zastąpić rosyjski gaz. Tak przynajmniej wynika to z enuncjacji medialnych i wypowiedzi prominentnych urzędników rządowych. Tymczasem okazuje się, że w pierwszej turze do roku 2022 otrzymamy 0,73 mld m³ gazu, czyli rocznie ok. 0,25 mld m³ (2018 – 22 to 3 lata po ok. 0.25 mld m³). Odpowiada to wielkości 2,5 % obecnej dostawy rosyjskiego gazu. Następne dostawy gazu z USA mają wynosić po ok. 2 mld m³ rocznie, co według wszystkich medialnych i urzędowych zapowiedzi ma całkowicie wyeliminować rosyjski gaz. Jak to możliwe, że dostawy z USA wynoszące najwyżej 20% rosyjskich dostaw ma zastąpić 100% ich importu z Rosji? Czy aby amerykański gaz jest w czymkolwiek lepszy, czy nie jest to pod względem energetycznym taki sam gaz? O tym wszyscy milczą. W dobrym towarzystwie nie rozmawia się o takich rzeczach. Z rachunku wynika, że gaz z USA w żadnym wypadku nie może całkowicie wyeliminować gazu z Rosji. Czy dziennikarze i politycy wypowiadający się na ten temat wiedzą o tym, czy umieją liczyć? Wychodzi na to, że elementarne rachunki są dla nich poważnym problemem. Jeżeli umieją liczyć, to albo ukrywają prawdę, albo nie chcą nic o niej nawet słyszeć. Każda z tych alternatyw jest zarówno dla dziennikarzy, jak i polityków kompromitująca i świadcząca o tym, że pilnują oni nie interesów polskiej gospodarki, ale swoich własnych karier. A Polska? Niech się wali, niech się pali, byle nam było dobrze, a jak już mawiał pewien kulawy minister propagandy: „sto razy powtórzone kłamstwo staje się prawdą”. I chyba o to chodzi w całej tej propagandzie zastąpienia rosyjskiego gazu jego importem z USA. Aby było ciekawiej obecnie coraz bardziej zmniejszamy rosyjski import gazu poprzez coraz większe jego dostawy. (Polska kupuje coraz więcej rosyjskiego gazu. Gazprom pokazuje statystyki – money.pl, 02.08.2018) Podobnie jest z ceną. Amerykański gaz ma być 20-30 % tańszy od rosyjskiego. Z czego to wynika i jakie są wyliczenia tego „dealu” nikt nie podaje do publicznej wiadomości. Ukrywanie tego ma być tajemnicą handlową. Jest wielce prawdopodobnie, że jest to taka sama tajemnica jak ilościowe zastąpienie rosyjskiego przez amerykański gaz.

Polski kryzys węglowy
Niewątpliwie ma on swoje korzenie jeszcze w czasach PRL, kiedy nie liczono się z kosztami jego wydobycia, bo eksport i płynące z niego dewizy były wtedy najważniejsze. Po 1989 roku gospodarka rynkowa dokonała weryfikacji nadmiernie rozwiniętego górnictwa węglowego. Była ona druzgocąca. Z szczytowego wydobycia 200 mln ton pozostało obecnie ok. 65 mln ton i z zatrudnionych poprzednio ok. 500 tys. ludzi, dziś w górnictwie tym pracuje ok. 80 tys. Restrukturyzacja górnictwa polegająca na zamykaniu kolejnych kopalń i ograniczaniu wydobycia spowodowała napływ węgla z importu. Ostanie „sukcesy” ekonomiczne tego górnictwa związane są z wysokimi kosztami węgla na rynkach światowych. Cena węgla wynosi 90 – 100 USD za tonę. Koszta jego wydobycia w kraju wynoszą ok. 87 USD za tonę, co przekłada się na zyski tego górnictwa. Związane z tą sytuacją zachwyty ministra energetyki są nieodpowiedzialne. Po pierwsze to nie minister ustala globalne ceny węgla. Te zaś ulegają wahaniom, a w skrajnych przypadkach cena ta spada nawet do 30 USD za tonę. Co będzie jak cena ta obniży się do 80 USD za tonę albo jeszcze niżej? Minister tym akurat najmniej się przejmuje, wszak prawdopodobnie nie on już będzie pełnił ten urząd. Tym niech martwi się jego następca. Jedynym bieżącym problemem jest napływ tańszego węgla z importu. Jego ilość w tym roku ma osiągnąć ok. 15 – 18 mln ton, tj. ok. jednej czwartej krajowego wydobycia! Związki zawodowe domagają się nałożenia embarga lub wysokich ceł na jego import. Nie jest to jednak możliwe. Polska należy do Światowej Organizacji Handlu (WTO), tak jak i państwa importujące do nas węgiel. Restrykcje w stosunku do importowanego węgla spowodowałyby ograniczenia naszego handlu zagranicznego w skali globalnej. Na co nas nie stać. I tak musimy pogodzić się z tym importem węgla.

Węgiel z Rosji
To z tego kierunku jest największy import węgla do Polski. Dlaczego Rosja sprzedaje do nas węgiel? Dlaczego nie jest odwrotnie? Otóż dlatego, że rosyjski węgiel z wielu powodów jest znaczne tańszy zarówno w jego wydobyciu, jak i cenie. Nasze media z oburzeniem donoszą, że importowany do nas węgiel z Rosji pochodzi z objętego embargiem Donbasu. Rosja kupuje ten węgiel, a potem wtórnie, jako swój własny sprzedaje Polsce. Ponieważ jest to węgiel doskonałej jakości, jest on chętnie kupowany przez nasze składy węgla oraz przez jego klientów. To jedna tylko z przyczyn napływy rosyjskiego węgla do Polski. Kolejną jest znacznie niższa jego cena eksploatacji. Rosja rozwija swoje górnictwo węgla kamiennego w oparciu o duże i wydajne kopalnie odkrywkowe położone na południu Syberii. Jego wydobycie osiągnie w tym roku ponad 400 mln ton z projektami budowy kolejnych kopalń. Blisko jedna trzecia jest eksportowana przede wszystkim do Chin, Japonii, Korei Południowej. Przeładunkowe porty w rejonie Władywostoku i Wanino nad Morzem Ochockim nie mogą podołać zamówieniom i są dla tego celu intensywnie rozbudowywane. Podobnie dwie podstawowe magistrale kolejowe (Kolej Transsyberyjska i Bajkalsko Amurska Magistrala Kolejowa) dostarczające węgiel do tych portów są stale modernizowane i uzupełniane nowymi połączeniami. Oczywiście w skali Syberii są to wielce niewystarczające inwestycje, jednak na bieżąco przynoszą one zamierzone efekty. Rosyjskie górnictwo zatrudnia ok. 150 tys. górników, co przekład się na wydajność ok. 2900 ton na zatrudnionego w tej branży. Odpowiedni przelicznik w Polsce wynosi ok. 710 ton na zatrudnionego górnika. Czyli statystyczne czterech polskich górników pracuje tak, jak jeden górnik rosyjski. I tu tkwi główny problem w tym, dlaczego rosyjski węgiel opłaca się przywozić do Polski.

Problem wydajności
Na tym tle widoczne jest zacofanie polskiego górnictwa węglowego. Jego wydajność zalicza się do najniższych na naszym globie. Nie jest to jednak żadnym zmartwieniem ministra odpowiedzialnego za ten stan rzeczy. Dominuje euforia, że mimo tego wszystkiego, polskie górnictwo w wyniku wysokich cen węgla jest jeszcze dochodowe. Jak wiadomo nic nie trwa wiecznie, również ministerialne zadowolenie z zacofania polskiego górnictwa węglowego. Z okazji święta górniczej patronki św. Barbary, trzeba odpowiedzialnym za ten resort ministerialnym urzędnikom życzyć więcej kompetencji, odpowiedzialności i skromności, a nie złudnego mamienia narodu fałszywym entuzjazmem.

Adam Maksymowicz