red. Adam Maksymowicz: Syzyfowe prace nad polityką surowcową państwa

Osiem lat temu pisałem, że nie będę komentował żadnych projektów zmiany prawa geologicznego i górniczego. Uzasadnieniem tego stanowiska był fakt, że po każdej krytycznej jego analizie, nowa jego wersja była jeszcze gorsza aniżeli poprzednia. Teraz ta sama zasada zaczyna obowiązywać w pracach nad polityką surowcową. Jej realizację rozpoczęto w połowie 2016 roku od mianowania Pełnomocnika Rządu ds. Polityki Surowcowej Państwa. Tenże natychmiast i dużym rozmachem przystąpił najpierw do sporządzenia odpowiedniego dokumentu w tej sprawie. I tak naprawdę nie wiadomo, czy rozmach był zbyt duży, czy też zamiar ten przekroczył jego możliwości, w każdym bądź razie do dnia dzisiejszego jest on stale na początkowym etapie „projektu”. Coś, co w znacznie poważniejszych sprawach załatwia się w dwa tygodnie, tutaj trwa latami. Problem ten w połowie XX wieku opisał laureat Nagrody Nobla Albert Camus w słynnej powieści „Dżuma”. Oto książka ta rozpoczyna się od wspomnianego wyżej dylematu: „W piękny ranek majowy smukła amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego”. Z każdym kolejnym wieczorem Grandowi nie podobają się kolejne słowa zdania i chce je zmieniać. Powoduje to u urzędnika roztargnienie i zaniedbywanie obowiązków zawodowych w merostwie. Grandowi grozi zwolnienie z pracy. Stary urzędnik jest zmęczony ciągłym poszukiwaniem odpowiednich słów do swojego zdania o amazonce. Rozterki pana Granda udzielają się również naszemu Pełnomocnikowi Rządu. Każda kwestia jest sporna, może być inaczej ujęta. Szukając najlepszej formy dla swoich rozterek jeździ on po całym kraju przez cały rok i radzi się wszystkich napotkanych ludzi na swojej drodze, jak ma to zapisać. Czy najpierw ma być „Smukła amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, w piękny poranek …”, czy też ma być odwrotnie. Ponieważ nie otrzymał zadowalającej i przekonywującej odpowiedzi popada we frustrację, alienację, i zaniedbywanie obowiązków służbowych. Po prostu osoba Pełnomocnika Rządu ds. Surowcowych to postać tragiczna, rozdarta między tym co dobre, a tym co może być jeszcze lepsze. Dlatego wszelka jego krytyka jest zwykłym znęcaniem się nad jego doskonałym wykształceniem i posiadaniem tytułów, które wszyscy inni mogą mu tylko pozazdrościć. Powierzenie tak subtelnej osobie tak trywialnego zadania nie może zakończyć się powodzeniem. Jego rozterki będą niczym praca owego mitycznego Syzyfa, który będąc już u końca swojej pracy, musi zaczynać ją od nowa nie mając szans na zakończenie swego dzieła.

Pięciu prezesów
Wspomniane rozterki widoczne są jak na dłoni w nadzorowanej przez tegoż Pełnomocnika instytucji naukowej, jaką jest Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy w Warszawie (PIG). Najgorsze w tym wszystkim jest fakt, że zaniedbania te i rozterki najważniejszego rządowego urzędnika polskiej geologii stały się sprawą publiczną. Oto najważniejszy krajowy dziennik „Rzeczpospolita” (28.11.2018) bez uwzględnienia trudnych i skomplikowanych wspomnianych wyżej rozterek tego urzędnika publikuje przeciwko niemu zarzuty tak, jakby był to zwykły, przeciętny człowiek zatrudniony do wykonywania określonych czynności. Tak przecież nie jest. Jest on powołany do wyższych celów, a nie jakichś tam prozaicznych sporów personalnych w naukowych instytucjach. Te rozwiązuje na bieżąco. Prezes ma inne zdanie. Prosta sprawa. Nie ma prezesa. Ponieważ każdy przez niego kolejny prezes ośmielał się mieć w najbardziej nawet błahej sprawie inną opinię więc ich co pół roku regularnie zmieniał. Nie wiadomo czemu media się temu dziwią. Taka jest przecież procedura. Zamiast docenić to, że przez pół roku tolerował zaufanych swoich ludzi na stanowiskach prezesów PIG, i za to mu dziękować, to się to krytykuje. Trzeba docenić i tak jego cierpliwość, przecież mógł przez trzy lata odwoływać ich codziennie. Być może, że zabrakłoby kandydatów, to wtedy mógł przecież jeszcze raz mianować tych, których poprzednio odwołał. Takie jest prawo i trzeba je szanować. Za zamiany, które non stop dokonywał należy się mu odznaczenie, premia, uznanie i awans na ministra, a nie złośliwa krytyka zazdrosnych konkurentów na to stanowisko.

Przed Bogiem i historią
„Rzeczpospolitej” nie podobna się Polska Agencja Geologiczna, bo ma zastąpić Państwowy Instytut Geologiczny, którego Pełnomocnik ds. Surowcowych nie lubi. Czy musi lubić? Przecież po to objął to stanowisko rządowe, aby zrobić porządek w polskiej geologii. To nie musi się podobać, ani nie musi mieć uzasadnienie. Wystarczającym uzasadnieniem jest jego wola. Jego decyzją PIG został pozbawiony funduszy na dalszą działalność i z tym musi się pogodzić. Kto się nie pogodzi, to wie gdzie jest brama i jak smakuje bezrobocie. Tu nie ma żadnej litości, bo interes państwa tego wymaga, aby Pełnomocnik mógł czynić wszystko to, co uzna za stosowne. Jeszcze raz przy tej okazji trzeba przypomnieć, że po to właśnie został powołany, aby czynić tak a nie inaczej. Lament prasowy, medialny, protesty i temu podobne „darcie szat” nic tu nie pomogą, bo jeszcze bardziej tylko utwierdzają Pełnomocnika Rządu do czynienia, to co mu się podoba i na tym właśnie polega też demokracja. Zresztą, czy naprawdę jest o co walczyć? Wszak Pełnomocnik, co wyżej uzasadniono, podejmuje swoje decyzje pełen sprzeczności i rozdarcia pomiędzy PAG i PIG. Faworyzuje PAG, którego nie ma, a zwalcza PIG, który istnieje, czyż to nie nadaje się na dramat godny Szekspira? Czy nie powinniśmy podziwiać jego rozterki godne Hamleta? To czysty teatr, to rola jego życia, to sztuka tak lekko, tak łatwo i tak bez żadnych przeszkód czynić, to co uzna za stosowne i z nikim, i z niczym się nie liczyć. To stara tradycja „odpowiadam przed Bogiem i historią”. Trzeba przyznać, że cały rząd podziwia jego determinację w tym trwaniu i w tym czekaniu na nie wiadomo na co. To duża sztuka, to trzeba cenić, bo nie każdy to potrafi. Rząd w każdym bądź razie jest dumny ze swego Pełnomocnika i nic nikomu do tego. Co on jeszcze dokona, to się okaże, ale pewne jest, że jeszcze nie jeden raz zadziwi nas wszystkich.

Za trzydzieści parę lat…
„Rzeczpospolitej” nie podoba się, że mija trzeci rok, a polityki surowcowej państwa nie ma. Można zapytać: i co z tego, że nie ma? Czy musi być. Pełnomocnik jak zechce to przedstawi ją, jak śpiewał Jan Pietrzak „za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie”. I co komu do tego. Zrobi jak zechce, a jak nie zechce to nic nie zrobi i też będzie dobrze. To wszystko trzeba brać pod uwagę i raczej prosić, pomagać, ułatwiać prace Pełnomocnika, bo tego ona wymaga, trzeba delikatnie, kulturalnie, usłużnie i posłusznie zabiegać o względy Pełnomocnika Rządu, wszak on nie po to jest aby pracował, ale po to aby, wszyscy inni za niego pracowali. Tymczasem krytycy odwracają te zależności. Tak być nie może. Rząd murem stoi z a swoim Pełnomocnikiem. Kto zadziera z rządem może mieć kłopoty, a wtedy niech sam sobie podziękuje za to, że zamiast chwalić, co nie jest znowu takie trudne, chwyta się krytyki, to tak jakby chwycił się brzytwy. A potem jest płacz i krew się leje. Trzeba się też zapytać,
Po co komu ta polityk surowcowa? Czy bez zapisanego papieru na ten temat staną kopalnie? Zniknie zgromadzona wiedza na temat naszych zasobów surowcowych? Czy znikną złoża, które niezależnie od tego papieru i tak pozostaną na swoim miejscu? Nie, nic się takiego nie stanie. To, że inne państwa posiadają podobne dokumenty, to Bóg z nimi. Wszak to już Mikołaj Rej napisał, że: „Polacy nie gęsi…”. To po co w takim razie Pełnomocnik? To polityka, bardzo wyrafinowana, bo w ten sposób przynajmniej udajemy, że robimy to, co oczekuje od nas UE, a my tymczasem mamy to wszystko w wiadomym miejscu. I chyba na tym polega cała ta sztuka.

Śmiać się, czy płakać?
Dlatego wydaje się, że syzyfowe prace nad polityką surowcową są całkowicie zbędne, gdyż stanowisko rządowe w tej sprawie jest sztuczne i niczym nie uzasadnione. Dlatego nie można poważne traktować ani urzędu Pełnomocnika Rządu ds. Polityki Surowcowej Państwa, ani też potrzeby posiadania takiej polityki, bo sprawy surowcowe na tym szczeblu traktowane są jako kabaret, sztuka i rozrywka, dramat i komedia grane w tym samym czasie i przez tych samych aktorów. Trzeba tylko, jak w każdej sztuce, czy kabarecie raz śmiać się, a potem nad tym wszystkim zapłakać. To ostatnie jest czymś bardzo smutnym, gdy uświadomimy sobie, że polskie surowce, które są tak lekko traktowane, warte są biliony dolarów, dzięki którym Polska mogła by być państwem suwerennym i niepodległym nie tylko z nazwy, ale i w rzeczywistym traktowaniu nas w międzynarodowych układach szanowanych na całym świecie.

Adam Maksymowicz