Skorek: Polacy nie powinni być pariasami Europy odpowiedzialnymi za mycie naczyń w Wielkiej Brytanii

Rozmawiamy z Karolem Skorkiem, prezesem Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników „Swojak”, koordynatorem akcji patriotyzmu konsumenckiego „Swój do swego po swoje”.

Dziennik Narodowy: Panie prezesie, Stowarzyszenie Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK, któremu Pan przewodzi, zajmuje się głównie promocją patriotyzmu konsumenckiego. Jaki jest sens tego, by w XXI wieku kupować krajowe produkty?

Karol Skorek: Gdy byłem jeszcze studentem, przez skórę czułem, że w naszym kraju źle się dzieje. Całe pokolenie moich rówieśników wyemigrowało za chlebem na obczyznę. W tym momencie to dwa i pół miliona dusz. Nasz naród zmierza w kierunku demograficznej zagłady. My jesteśmy trochę jak zwierze złapane w sidła, które nie jest w stanie się wyswobodzić. Właśnie dlatego powinniśmy wspierać krajowy biznes. W każdym państwie zachodnim krajowe firmy dominują w sektorze usług, przemyśle i finansach. Tam nikt z młodych nie musi myśleć o spakowaniu manatków i tułaczce po świecie. Polacy nie powinni być pariasami Europy, którzy odpowiadają za zbieranie ogórków w Niemczech, mycie naczyń w Wielkiej Brytanii i filetowanie ryb w Norwegii. Mamy tysiąc lat historii, a to do czegoś zobowiązuje.

DN: No dobrze, ale czy wspieranie krajowych przedsiębiorców nie jest marnotrawieniem energii? Czy nie lepiej postawić na instytucje polityczne i zmiany legislacyjne?

KS: Patriotyzm konsumencki nie jest remedium na wszystkie problemy. Nigdy tego nie twierdziliśmy. Natomiast całe swoje życie słyszę mantrę o tym, jak to przyjdzie kiedyś dobry król bądź inny wódz, a następnie obniży Polakom podatki. Patriotyzm konsumencki ma tę zaletę nad działalnością polityczną, że jest czynnością realną, którą może robić każdy z nas.

Współczesne życie publiczne pełne jest pieniaczy i drobnych cwaniaków, którzy nie reprezentują swoją osobą żadnych wartości, jednak chorobliwe ambicje każą im być koryfeuszami mas. Mnie to mierzi, kiedy widzę tych domorosłych liderów głoszących na swoich profilach facebookowych objawione treści. Brzydzą mnie te układy, w których na czoła struktur są usadawiani klakierzy „wodza”, a nie osoby do tego merytorycznie przygotowane. I całym tym cyrkiem przewodzą najczęściej osoby pozbawione wszystkiego: od wykształcenia akademickiego przez doświadczenie biznesowe po doświadczenie w działalności społecznej. Prawdziwa działalność społeczna zostawia po sobie owoce, podczas gdy działalność „królów” i „wodzów” zostawia po sobie wyłącznie niesmak.

Każdy kolejny projekt polityczny środowisk prawicy antysytemowej kończy się porażką. W SWOJAKU jesteśmy już tak zdegustowani polityką, że na dźwięk takich słów jak „wybory”, „partie polityczne” dostajemy białej gorączki. Politykierzy działają na nas jak płachta na byka.

DN: A co gdyby SWOJACY mieli realny wpływ na życie polityczne? Jakie postulaty należałoby zrealizować?

KS: Należy postawić na drobną przedsiębiorczość i małe, rodzinne biznesy. W tym momencie obciążenia z tytułu obowiązkowych ubezpieczeń społecznych są drakońskie. Widać to szczególnie na prowincji. Pozwólmy Polakom, by mogli handlować na ulicy, by rolnicy mogli swobodnie produkować żywność przetworzoną. Niech na każdej ulicy będzie stragan z regionalnym winem i serami, swojską kiełbasą, wiejskim pieczywem wprost z pieca kaflowego. Niech na każdej ulicy jeździ przenośny stragan z naleśnikami, pierogami i kanapkami. Wierzę, że w nas tkwią ogromne pokłady przedsiębiorczości – trzeba je tylko uwolnić.

DN: A co jak zabraknie SANEPID-u?

KS: Ja wierzę w ludzi, a nie w urzędników. Mechanizm konkurencji oznacza równanie w górę. Źli producenci są eliminowani przez rynek. Klienta można oszukać tylko raz: łatwo go stracić, a ciężko pozyskać. To jest przecież elementarz rynkowej ekonomii. Cwaniacy straszą zatruciami i ludźmi umierającymi pod płotem. Jest to jednak wyłącznie propaganda.

Znam taką restaurację z pierogami, która na wieść o kontroli przygotowuje dla pań urzędniczek kilka toreb smakołyków. Kontrolerki wchodzą, biorą swoje, wychodzą. Protokół nie stwierdził zastrzeżeń.
W supermarketach żywność posiada połowę tablicy Mendelejewa – i to jest wszystko w porządku. Wszystkie korporacyjne giganty posiadają w końcu HACCP. Ale już prawdziwa kiełbasa od rolnika stanowi produkt podwyższonego ryzyka – takiego towaru, broń Panie Boże, nie możemy kupić, gdyż tak zadecydował Pan Urzędnik. My żyjemy na co dzień w jakimś obłędzie.

Gdy widzę tych wszystkich policjantów, którzy gnębią staruszki z koła gospodyń wiejskich za sprzedaż nalewek, otwiera mi się nóż w kieszeni. Czy ci ludzie nie mają żadnego wstydu?

DN: Czy rozluźnienie warunków produkcji żywności nie spowoduje, że kilku cwanych milionerów będzie unikać płacenia podatków?

KS: Sprzedaż produktów domowej roboty to działalność specyficzna. W tej branży nie można narzucić zbyt dużej marży. Jeżeli ktoś chce uczciwie pracować, robiąc te przysłowiowe nalewki, jest on w stanie wyżywić rodzinę i odłożyć pieniądze na starość – zakładając prawdziwie wolny rynek. Innymi słowy: nie ma tutaj rewelacji jeżeli chodzi o zarobki, o szybkie zostanie krezusem.

Tutaj chodzi o coś innego. To jest ta wiecznie żywa komunistyczna mentalność, że (hłe, hłe) skoro prywaciarz ma, to trzeba go rozkułaczyć. Odnoszę wrażenie, że dzisiaj najlepiej być takim obywatelem, który wyciąga rękę po socjal, a nie takim, który chce ciężko pracować. I to jest absurd obecnych czasów.

W zasadzie to w oczach salonu nawet czasem lepiej kraść niż pracować, bo kradnąc rozumnie popełnia się tylko wykroczenia. Od razu zaczyna się w takich sprawach ten humanitarny bełkot: „No bo przecież biedaczek z biedy kradnie”. Jeśli natomiast ktoś chce uczciwie zarobić, też często z biedy, to go biją po rękach urzędnicy i z moralizatorskim tonem potępiają dorobkiewicza.

DN: Pan prezes używa prawdziwie radykalnego języka.

KS: W dzisiejszych czasach trzeba być radykałem, gdyż tylko radykałowie wierzą w swoje poglądy i zachowują elementarną przyzwoitość. Współczesna władza nie boi się swoich obywateli, a powinna, gdyż nie jesteśmy własnością polityków.

DN: Dziękuję za rozmowę.

KS: Dziękuję.

Z Karolem Skorkiem rozmawiał Rafał Skórniewski