dr Nałęcz: Żaby na wolnym rynku

Tegoroczny kongres Polska Wielki Projekt zobowiązuje do przemyśleń w jakim kierunku zmierza
tytułowy podmiot? Jakie ramy na najbliższe lata nakreśli rząd i w jak rozwijać będzie się nasza
gospodarka? Czy rozwój Polski powinien być determinowany przez niewidzialną rękę rynku czy też
gospodarkę planową? Do tych przemyśleń zmusił wykład laureata Nagrody Nobla z zakresu
ekonomi Thomasa Johna Sargenta. Okazuje się, że te dwie pozornie sprzeczne idee wcale się nie
wykluczają, a wręcz przeciwnie stanowią one logiczne uzupełnienie. Oczywiście pojawia się
pytanie, który element powinien przeważać i w jakim zakresie? Sargent stwierdził, że Oskar Lange
odkrył, że zarówno wolny rynek, jak i gospodarka planowa mają swoje dobre strony. Z wykładu
prof. Sargenta wyłania się jeden podstawowy wniosek wskazujący, że prosperity państwa zależy
od mechanizmów rynkowych, ale pewne dziedziny powinny być jednak wsparte przez rząd, który
powinien nakreślać ramy poprzez instytucje wyznaczające kierunki działania państwa i dbające o
jego bezpieczeństwo. Z powyższego wywodu wyłania się obraz wskazujący potrzebę silnych i
sprawnych instytucji państwowych tworzących podstawy do rozwoju otwartego rynku. Oczywiście
ciągle pozostaje otwarte jaki udział powinno mieć państwo w gospodarce rynkowej? Z pomocą
przychodzi prof. Roman Rybarski, stwierdzając „Kto ponosi odpowiedzialność musi mieć swobodę
działania na własny rachunek. Gdyby państwo dyktowało ceny, rozstrzygało o stanie zatrudnienia,
płacach itd., to ten system prowadził by automatycznie do bezpośredniego etatyzmu, do przejęcia
na rachunek państwa całych działów produkcji”. Rybarski zdecydowanie przeciwstawiał się także
administracja państwowa stwarza nieuzasadnione prywatne monopole”. Jak widać zdania są
podzielone i do dziś ekonomistom nie udało się wypracować jednoznacznego rozwiązania.
Jednakże niezależnie od roli instytucji państwowych i ich roli w kształtowaniu rynku należy
podkreślić ich znaczenie, gdyż w wielu aspektach decydują o sukcesie państwa.
Amartya Sen, ekonomista indyjski, także laureat Nagrody Nobla, który obecnie wykłada na
Harvardzie, wspomniał kiedyś, że „jest taka ładna opowieść w sanskrycie o żabie, która rodzi się,
żyje i umiera w studni. Jej obraz świata ogranicza się do studni. Tak też wyglądał świat dla wielu
ludzi na naszej planecie, zanim upadł mur berliński. A kiedy upadł, poczuli się jak ta żaba w studni,
która nagle mogła porozmawiać z żabami z innych studni (…). Jeśli świętuję upadek muru, to dla
tego, że jestem przekonany, iż ludzie mogą się od siebie wiele nauczyć. Wiedzę nabywa się
zwykle dzięki wymianie informacji ponad granicami”. Słowa te oczywiście dotyczyły relacji
społecznych po upadku muru berlińskiego, ale wydaje się że można je odnieść w dużo szerszym
kontekście.
Studnie wspomniane przez Sena stanowią bardzo trafną alegorię silosów instytucjonalnych jakie
przez lata wytworzyły się w polskiej administracji. Thomas Sargent uzależniał sukces gospodarki
od sprawnych ram państwa, ale czy można mówić o sprawnym działaniu w ramach „polski
resortowej” zamkniętej w swoistych silosach. Oczywiście to nic nowego, gdyż „polska resortowa”
została już dawno zdiagnozowana, ale niestety nasze rodzime „żaby” raczej nie dążą do zburzenia

murów studni, w których od lat funkcjonują. Wydaje się, że życie jakie wiodą zupełnie im
odpowiada. Wobec powyższego pojawiają się podstawowe pytania: czy komukolwiek zależy, aby
upadły mury między instytucjonalnymi silosami oraz czy nasze rodzime „żaby” bedą się bronić, aby
w spokoju dokonać żywota w swoim wyalienowanym środowisku?
Wszystko to skłania do refleksji nad funkcjonowaniem instytucji państwowych. Niestety obserwacje
i doświadczenia nie skłaniają do pozytywnych wniosków. Większość instytucji państwowych nie
tylko żyje w swoich wyizolowanych studniach, ale wręcz broni ich jak niepodległości cementując
izolacjonizm. Okazuje się, że instytucje te wyspecjalizowały się w funkcjonowaniu dla samych
siebie, a wszelkie inicjatywy są nie mile widziane. Wyłania się jeden zasadniczy problem, związany
z finansowaniem silosów ze środków publicznych. Instytucje te nie tylko bronią się przed
poziomymi formami współpracy, ale co gorsza przez lata wypracowały także mechanizmy obronne
przed głównym interesariuszem, czyli społeczeństwem. Niestety konkluzja est smutna i wskazuje,
że szereg instytucji funkcjonuje głownie sama dla siebie, skupiając się przede wszystkim na
zapewnieniu środków na przetrwanie w niezmienionej formie. Obywatel, któremu te instytucje
powinny służyć pozostaje, gdzieś na marginesie. Instytucje państwowe konkurują między sobą
gubiąc zupełnie główny cel dla którego zostały powołane. Znika też stymulowanie i wspieranie
mechanizmów wolnego rynku. Niezdrowa konkurencja powoduje, że coraz bardziej zasklepią się w
swoich studniach, a rozmowa i współpraca stanowi wręcz zagrożenie dla ich istnienia.
Jeżeli Projekt, o którym wielowątkowo mówiono podczas kongresu, ma się ziścić w najbliższej
przyszłości to przede wszystkim należy pomyśleć o stworzeniu ram instytucjonalnych, które bedą
wspierały mechanizmy wolnorynkowe. Tak jak uwolniono optymizm burząc mur berliński pozwólmy
naszym „żabom” spojrzeć na świat poza murami i ułatwić im rozmowę z sąsiadami. Oczywiście w
pierwszej fazie będzie to terapia szokowa, ale cele nie dotyczą jednostek ale państwa. Dalsze
utrzymywanie izolacjonizmu „Polski resortowej” stoi w sprzeczności z budową nowoczesnej i
innowacyjnej gospodarki. Należy umożliwić płaszczyzny współpracy międzyinstytucjonalnej.
Niezależnie od wszystkich pozytywnych skutków takiego działania, jeden podstawowy cel zostanie
osiągnięty, a mianowicie zoptymalizowane zostaną koszty funkcjonowania instytucji państwowych.
Kontynuując wywód prof. Sargenta rząd (i podległe mu instytucje) powinien tworzyć ramy
wspierające działania wolnorynkowe, ale ramy tem muszą być otwarte na dialog i rozmowę. Być
może największym wyzwaniem na najbliższe lata jest uwolnienie „żab” z pieczołowicie
budowanych silosów, aby mogły się porozumiewać miedzy sobą, ale także pełnić pożyteczną rolę
dla społeczeństwa inicjując i wspierając procesy wolnorynkowe.