Marcin Sobiczewski: „Spór o Sąd Najwyższy”

Spór o Sąd Najwyższy

 

W ostatnich tygodniach głównym tematem w naszym kraju jest kwestia reformy Sądu Najwyższego. Opozycja, większość prawników i opinii publicznej zarzuca rządzącym wprowadzenie ustawy sprzecznej z Konstytucją. Wtóruje im wielu polityków i urzędników UE, którzy w tej sprawie rozpoczęli procedury przeciwko Polsce. Rządzący bronią się, że mają powierzone im przez obywateli prawo do reformy sądownictwa, zmiany są zgodne z Konstytucją a jurysdykcja UE nie obejmuje kształtowania sądownictwa państw członkowskich. Najwięcej wątpliwości budzi przepis, który nie jest dla całej nowej regulacji kluczowy. Chodzi w nim bowiem o wprowadzenie wieku 65 lat jako wieku przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku (chyba że złożą na ręce Prezydenta stosowny wniosek o przedłużenie orzekania i zostanie on pozytywnie rozpatrzony). Pomijając szerszą i zasługującą na inne rozważania kwestię obniżania wieku emerytalnego, zapewne zapis ten nie wywołałby takich emocji i zamieszania, gdyby był przyjęty zgodnie z zasadami prawidłowej legislacji. Warto spokojnie przyjrzeć się temu sporowi.

 

  1. Konstytucyjność.

Artykuł 180 Konstytucji mówi jednocześnie o nieusuwalności sędziów (w punkcie 1) oraz o tym, że ustawa określa wiek przejścia sędziów w stan spoczynku (w punkcie 4). W art. 183 w punkcie 3 jest mowa o sześcioletniej kadencji Prezesa SN. Czy mamy więc sprzeczność? Wydaje się, że tylko niepotrzebną niejednoznaczność, która nie powinna cechować Konstytucji. Ustawowe zmniejszenie wieku przejścia sędziów w stan spoczynku jest oczywiście dozwolone. Tyle że ta zmiana wieku określona w ustawie nie może łamać przepisów konstytucyjnych, które nadają się do stosowania wprost. O ile, moim zdaniem, ciężko mówić mimo wszystko o złamaniu zapisu dotyczącego nieusuwalności sędziów (zwłaszcza, że zostawiono im furtkę do pozostania na stanowisku), o tyle naruszony jest przepis dotyczący 6-letniej kadencji Prezesa SN. Ustawowe określenie wieku spoczynku, nawet jeśli jest delegacją z Konstytucji, nie powinno naruszać innego jej artykułu, który wprost określa długość kadencji Prezesa SN, zwłaszcza że art. 8 Konstytucji mówi o stosowaniu jej przepisów bezpośrednio, chyba że sama Konstytucja mówi inaczej. Pomimo powyższej opinii o naruszeniu Konstytucji przez rządzących, warto dodać że częściowo stworzono do tego warunki przede wszystkim redagując nie do końca spójnie zapisy Konstytucji dotyczące sądownictwa oraz wprowadzając w niej szereg delegacji do ustaw, które w dobrze napisanej Konstytucji nie powinny pojawiać się tak często.

 

  1. Jakość legislacji

Naruszenie Konstytucji łączy się w tym przypadku z czymś, co obserwujemy od lat, niezależnie od tego kto sprawuje władzę. Chodzi o fatalną jakość legislacji. Zwracano na to słusznie uwagę podczas rządów PO-PSL. Wydawało się, że PIS, zwłaszcza mając sporo czasu na przygotowanie się do rządzenia poprawi tą kwestię. Niestety można odnieść wrażenie, że jest jeszcze gorzej. W tej kadencji Sejmu bywały już reformy wstrzymywane wskutek złej legislacji, często wylewano przysłowiowe dziecko z kąpielą jak w przypadku OZE czy wycinki drzew. Wreszcie popełniano takie błędy jak pominięcie części niepełnosprawnych dzieci przy wprowadzeniu świadczeń dla wszystkich niepełnosprawnych (akurat ten błąd naprawiono). Zła forma wprowadzenia noweli ustawy o IPN zaowocowała międzynarodowym zamieszaniem, zakończonym przez PIS w żenujący sposób. Często uchwala się ustawy szybko, bez odpowiedniego przygotowania nawet w ciągu jednego dnia kosztem ich jakości. Nie przeszkadza to z kolei zamrozić PIS-owi na wiele miesięcy, a pewnie ostatecznie do zakończenia kadencji, ważnego obywatelskiego projektu znoszącego aborcję eugeniczną.

W przypadku projektu ustawy o Sądzie Najwyższym powinien zostać wprowadzony odpowiedni przepis przejściowy, który pozwoliłby przynajmniej dokończyć kadencję Prezes SN, lub też stosując zasadę nie działania prawa wstecz – wszystkich obecnie zasiadających w SN sędziów na starych zasadach. Dodatkowo, wprowadzono obowiązek złożenia wniosku przez sędziów o przedłużenie kadencji w taki sposób, który uniemożliwiał uczynienie tego Prezes SN i kilku innym sędziom (w okresie, w którym mieli obowiązek złożenia takiego wniosku nie mogli tego jeszcze zrobić ze względu na brak osiągnięcia odpowiedniego wieku). Widać więc nie tylko brak poszanowania dla zasad legislacji – brak odpowiednich przepisów przejściowych lub odpowiedniego vacatio legis ale także niechlujność przy tworzeniu prawa lub – co gorsza – napisanie przepisów celowo uniemożliwiających skorzystanie z nich wybranych jednostkom. Fatalna jakość polskiej legislacji jest jeszcze groźniejsza od naruszania Konstytucji, ponieważ częściej dotyka obywateli oraz ich praw i obowiązków.

 

  1. Powody działania partii rządzącej

 

Przedstawia się różne powody takich poczynań partii rządzącej. Najwięksi jej przeciwnicy mówią o chęci przejęcia Sądu Najwyższego w celu sfałszowania wyborów. Zwolennicy PIS-u twierdzą, że chodzi o reformę i dekomunizację Sejmu. W mojej opinii chodzi o zupełnie inne powody niż przedstawione powyżej.

Sfałszować wybory (na wielką skalę  w białych rękawiczkach) byłoby w naszych warunkach społecznych, politycznych i geopolitycznych dość ciężko. Mieliśmy co prawda w historii III RP już kilka niepokojących sygnałów. W 1995 r. Sąd Najwyższy uznał, że kłamstwo Aleksandra Kwaśniewskiego dotyczące jego wykształcenia nie miało wpływu na wyniki wyborów. Można z tym dyskutować, zwłaszcza że różnica była niewielka, a po przeczytaniu uzasadnienia można się zastanawiać czy się śmiać czy płakać. W 2014 r. doszło do wielu nieprawidłowości przy wyborach samorządowych. Zbiegło się to z nadspodziewanie dużym sukcesem PSL, co wzbudziło wiele nierozwianych do dziś wątpliwości. Tym nie mniej trudno sobie wyobrazić, nawet biorąc pod uwagę podejście do prawa obecnych władz do tego, żeby udało się faktycznie zmienić wyniki wyborów na większą skalę, nawet mając władze nad SN.

 

Dekomunizacja wymiaru sprawiedliwości jest hasłem szczytnym ale też zdecydowanie spóźnionym. Należało jej dokonać na początku lat 90-tych. Wówczas bracia Kaczyńscy nie byli wcale entuzjastami takiego rozwiązania. Co więcej, PIS w swojej dekomunizacji nie jest konsekwentny – a przez to nie jest wiarygodny. W PIS znajduje się wiele osób z dość mroczną komunistyczną przeszłością w tym związani z wymiarem sprawiedliwości panowie  Stanisław Piotrowicz i Andrzej Kryże. Co więcej, wyznaczony na Prezesa SN sędzia Józef Iwulski również ma, jak się okazało, komunistyczne wyroki na sumieniu. Co więcej, ma też aż do 1989 r. korzystne opinie służb odnośnie jego poglądów i działa. Sędzia Małgorzata Gersdorf takiej przeszłości nie ma. PIS w czasie swojej władzy dał wielokrotnie wyraz temu, że nie jest wierny głoszonym przez siebie poglądom – w tym konserwatyzmowi i antykomunizmowi, więc ciężko przyjąć, że jest to powód reformy.

 

Najprawdopodobniej chodzi głównie o utrzymanie własnego elektoratu. A ten, owszem – jest w dużej mierze antykomunistyczny, ale jak wynika z badań socjologicznych przede wszystkim jest niechętny elitom III RP – w tym prawniczym. Zapewne więc pseudoreforma sądownictwa (bo poza paroma wyjątkami jest to głównie reforma personalna, a nie systemowa) była skierowana przede wszystkim do własnego elektoratu jako realizacja obietnic wyborczych i oczekiwań wyborców. Do tego nałożyła się słaba jakość legislacji, być może jakieś personalne zagrywki i powstały projekty ustaw, złagodzonych przez Prezydenta, który nie spowoduje poważnych zmian systemowych (choć zawiera kilka pozytywnych aspektów jak chociażby losowanie sędziów). PIS być może wycofał by się z kontrowersyjnych przepisów, gdyby nie fakt, że dopiero co musiał się wycofać z części zapisów ustawy o IPN, co wywołało niezadowolenie części elektoratu. Jeśli dodamy do tego niezadowolenie innej części elektoratu z braku umacniania choćby ochrony życia w Polsce, można dojść do wniosku, że elektorat PIS kolejnego kroku w tył już by nie zniósł. A niektórzy politycy PIS-u zgromadzeni choćby wokół Antoniego Macierewicza tylko na to czekają.

 

  1. Przyczyny i skutki

Przyczyny obecnego kryzysu okazują się więc systemowe. I nie ma wśród nich niczego, czego niestosowały poprzednie ekipy rządzące. Stawianie interesu partii i konieczności zdobycia/utrzymania władzy ponad interes obywateli, rację stanu czy głoszone poglądy, niedbała legislacja (począwszy od Konstytucji aż po akty niższego rzędu), dbanie tylko o wynik najbliższych wyborów i przeprowadzanie pseudoreform zamiast realnych reform ustrojowych. To wszystko powoduje, że Polska rozwija się wolniej niżby mogła i że mimo tego, że generalnie w naszym kraju jest coraz lepiej (bardziej pomimo niż dzięki działaniom polityków), to są dziedziny bardzo zaniedbane, co prędzej czy później może przynieść opłakane skutki.

Choć z punktu widzenia Polaków dużo większym atakiem na chronione przez Konstytucję wartości była kradzież środków zgromadzonych w ramach OFE przez poprzedni rząd, to mainstreamowe media i UE, zwalczające obecny rząd z wielu innych powodów, przedstawiają obecne zamieszania wokół sądownictwa jako największy problem ostatnich lat. Choć się z tym nie zgadzam, to problem jest – bo powstał chaos w bardzo ważnej dziedzinie, co może skutkować jeszcze większym spowolnieniem funkcjonowania sądów a i kolejni dochodzący do władzy politycy nie będą się bali podejmować kolejnych działań. Tak jak PIS wykorzystał majstrowanie przy TK PO, tak następcy PIS-u wykorzystają to co się dzieje dziś i do niczego dobrego to nie doprowadzi. Do tego widać, że zagranica wykorzystuje zamieszanie w Polsce do nacisków na nasz kraj oraz być może do zmniejszenia funduszy przeznaczonych dla Polski (tu znów na inny raz zostawmy rozważania, czy przyjmowanie tych funduszy i opieranie na nich rozwoju kraju jest dobre).

  1. Co należałoby zrobić

Ponieważ przyczyną kłopotów jest system, należałoby go zmienić. Zaczynając od zmiany Konstytucji – która powinna być krótsza i bardziej jednoznaczna. Powinna też zawierać prawdziwy trójpodział władzy – bo obecna wcale go nie przewiduje (mająca większe kompetencje część władzy wykonawczej jest całkowicie uzależniona od władzy ustawodawczej). Należałoby osłabić znaczenie partii politycznych i wreszcie zreformować polskie sądownictwo, ale nie w sposób w jaki jest o robione obecnie. Niechęć społeczeństwa do elit prawniczych oraz do przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości nie wzięła się znikąd. Konieczna jest też poprawa sposobu stanowienia prawa. Do tego potrzebne jest pojawienie się odważnych ludzi, którzy zdobędą władzę i zdecydują się na gruntowne reformy. W obecnej klasie politycznej mającej szanse na rządzenie w najbliższym czasie takich niestety nie widać. Tym nie mniej warto podnosić takie postulaty i warto kontrolować działania rządzących, niezależnie od tego z jakiego są ugrupowania. Warto jednak pamiętać, o jednej zasadzie, o której tzw. totalna opozycja zapomniała – swoje problemy rozwiązujemy w swoich kraju, nigdy nie wyprowadzamy ich za granicę – nawet do sojuszników, bo zawsze będzie to działać na naszą szkodę.